czwartek, 17 marca 2016

19. "Mali szefowie kuchni" Joseph Seeletso

Po raz drugi na moim(naszym?) talerzu dzieło Joseph'a Seeletso. Tym razem jest to książka przygotowana z pomocą młodego pokolenia przyszłych(miejmy nadzieję) szefów kuchni. Stąd zapewne też i jej tytuł "Mali szefowie kuchni". Książka w swojej strukturze bardzo przypomina poprzednią pozycję "Kulinarna podróż zmysłów. Od Okawango po Bałtyk". Na szczęście przepisy się nie powtarzają ;) Zapraszam Was zatem na recenzję drugiej książki Józka. Sprawdźmy; co?, jak?, po co?, gdzie? i kiedy? :D





Zacznijmy zatem od początku. O co tutaj w ogóle chodzi Cytując autora:
"Mali szefowie kuchni to książka zawierająca ponad 50 przepisów specjalnie przygotowanych skierowanych do młodych ludzi, którzy odkryli w sobie chęć do gotowania i poznawania trudnej sztuki kulinarnej. Wybrane przepisy mają inspirować, budzić zainteresowanie adeptów sztuki kulinarnej do poszukiwania nowych smaków i tworzenia autorskich przepisów."



Pierwsze co rzuca się w oczy zaraz po otworzeniu książki to mnogość ilustracji. Nie tylko potraw i procesów ich przygotowywania. Niektóre książki nie posiadają nawet zdjęć do wszystkich zamieszczonych w nich potraw. Tutaj znajdziemy również bogato ilustrowany minireportaż z wyprawy Józka i jego młodych kucharzy do Londynu, gdzie odwiedzili m.in. Westminster Kingsway College - jedną z najlepszych i najbardziej znanych szkół gastronomicznych na świecie. Odwiedzenie restauracji Gordona Ramsaya, Jamiego Olivera czy wizyta w londyńskim Ritzu, to tylko niektóre rzeczy, których należy zazdrościć dzieciakom. Zwłaszcza w takim towarzystwie. No dobra, rozpisałem się, rozmarzyłem, teraz pora na testy potraw.


Oto przepisy, które wybrałem:

Skrzydełka pieczone w glazurze sojowo-imbirowej(str. 56). Przyznam, że na początku trochę się przestraszyłem, gdy przeczytałem w liście składników, że do przepisu należy użyć 250 gramów imbiru, bałem się, czy nie przytłoczy on tych kilku skrzydełek. Po przygotowaniu glazury okazało się, że wręcz przeciwnie, był on wyrazisty, ale delikatny(nie wykrzywiał gęby jak to się mówi). Drugą moją obawą był czas pieczenia: 10 minut, zalanie gorącą marynatą i znowu 10 minut. Jednak zdałem sobie sprawę, że przecież to są skrzydełka, a do tego przecięte w stawach na pół. Wyszły soczyste, słodkie, słone, lekko wybijał się imbir i czosnek. Marchewka blanszowana idealnie "oczyszczała" podniebienie pomiędzy kolejnymi kawałkami dając każdorazowo możliwość wyczucia maksymalnego smaku marynaty i mięsa. Aby nie było tak słodko napiszę tylko, że skóra nie była tak fajnie skarmelizowana, jak przy dłuższym pieczeniu, ale nie była gumowa, więc warto przygotować skrzydełka według przepisu, żeby nie przesuszyć ich kosztem chrupiącej skórki. Mimo wszystko duży plus.

(z lewej strony zdjęcie z książki, z prawej moje)

Kiwi pieczone w soli z lodami śmietankowymi(str. 62). Pieczenie w soli, podobnie jak w glinie, jest jednym z najlepszych, ponieważ w czasie obróbki termicznej cała wilgoć zostaje zachowana w przygotowywanej potrawie. Wertując przepisy natknąłem się na takie oto cudo. Nigdy przedtem nie piekłem kiwi, a też ich wielkim fanem nie byłem, zatem może tym razem uda się zjeść je ze smakiem. Receptura banalnie prosta, czas pieczenia też krótki, więc czemu by nie. Wyobraźcie sobie połączenie ciepłego kwaśnego kiwi(lekko twardego) ze słodkimi rozpływającymi się zimnymi lodami śmietankowymi. Do tego kilka pałętających się tu i ówdzie ziarenek soli. Istna bomba smakowa. Deser jest bardzo wyrazisty, mnie osobiście przekonał do kiwi.

(z lewej strony zdjęcie z książki, z prawej moje)

Placki z dni z camembertem i marynowaną surową dynią(str. 64). W ostatniej recenzji pisałem, że dynia to bardzo wdzięczne warzywo, cieszę się zatem, że i tutaj znalazłem coś z jej udziałem. Na początku trochę się rozwalały podczas przewracania, dodałem więc nieco bułki tartej i mąki ziemniaczanej, aby zagęścić ciasto, które oryginalnie wyszło nieco zbyt luźne według mnie. Placuszki wyszły bardzo aromatyczne, cebula wyrazista przez to, że zamiast drobno pokrojonej, przepis wymaga startej na drobnych oczkach tarki. Uwalnia to jej naturalny aromat. Do tego odrobina czosnku, sól, pieprz i trochę orientu w postaci kardamonu. A teraz najlepsze, do placuszków podaje się marynowaną w occie winnym drobno pokrojoną dynię, która w połączeniu z camembertem wywołuje wzmożoną pracę ślinianek. To połączenie szczególnie przypadło mi do gustu. Nie skłamię pisząc, że jest to jeden z najlepszych przepisów w całej książce.

(z lewej strony zdjęcie z książki, z prawej moje)

Jeżeli chodzi o testy potraw, to by było na tyle. Wypadałoby to zakończyć jakimś błyskotliwym żartem albo puentą, ale nic nie przychodzi mi do głowy. napiszę zatem że każda inicjatywa(w tym przypadku książka), która tłumaczy i edukuje kulinarnie dzieci i młodzież od ich najmłodszych lat jest czymś, co popieram w stu procentach. Patronat nad książką ma również akcja Cisowianka. Gotujmy zdrowo, o której możecie poczytać klikając na jej nazwę. Miałem zaszczyt brać udział w warsztatach organizowanych w jej ramach i powiem Wam szczerze, że faktycznie nie trzeba używać dużo soli, aby wydobyć naturalny smak potraw, nie sugerujcie się przepisem na kiwi pieczone w soli ;)

Książkę oceniam na 9/10(byłaby 10, ale kilka małych błędów było). Przyznaję też znaczek Dobry wybór, na który po raz drugi Joseph zasłużył bez wątpliwości.


tytuł: "Mali szefowie kuchni"
autor: Joseph Seeletso
wydawnictwo: Edipresse Polska SA
rok wydania: 2015
ocena: 9/10

Pozdrawiam i życzę smacznej lektury :D
Kacper T. ;)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz