piątek, 2 października 2015

11. "Chleb. Domowa piekarnia" Piotr Kucharski

Chleb upiekłem w swoim całkiem sporo. Zawsze wychodził nieciekawie; albo zakalec, albo za ciężki, zbyt gliniasty, za dużo czarnuszki, za dużo czegoś tam. Zawsze coś. Co innego, że robiłem go zawsze z mało sprawdzonych przepisów. Może tym razem uda mi się upiec pyszny, chrupiący, delikatny w środku chlebek. Książka Piotra Kucharskiego zatytułowana "Chleb. Domowa piekarnia" trafiła na mój talerz. Czy uda się jej znieść klątwę mojego piekarnika, która mnie dręczy od lat? Nie przekonam się, jeżeli nie zrobię testu. Zapraszam ;)


Na pierwszy rzut oka książka wydaje się skromna, brakuje w niej ozdobników, różnorakich czcionek, a zdjęcia potraw wyglądają trochę, jakby wyjęte zostały z rodzinnej kroniki. Ale chwila, przecież takie książki są najlepsze. Wystarczy, że obronią się przepisami, a czy tytuł przepisu napisany jest Arialem czy Helveticą, to jakie to ma znaczenie. Właśnie ta skromna szata graficzna jest urzekająca w swojej prostocie.. Część zdjęć faktycznie pochodzi z prywatnej kolekcji rodziny Kucharskich.

Prócz podstawowego przepisu na zakwas znajdziemy w niej również pomysły na przekąski, sałatki oraz desery z wykorzystaniem chleba i jego pochodnych. Ja sprawdziłem oczywiście zakwas, jeden chleb na zakwasie i dwa drożdżowe. Oto testy:

Zakwas (str. 50) Chyba najważniejszy przepis w książce. Mimo, że chleb można zrobić na zakwasie i na drożdżach, to te pierwsze są dużo smaczniejsze. Mają swój charakter, którego nie da się zastąpić niczym(zwłaszcza tymi dziwnymi torebkami z mieszanką do pieczenia chleba). Dlatego też dopieszczałem go, tak jak to tylko było możliwe. Wiecie, że najstarsze zakwasy mają po kilkadziesiąt lat? To jest wyczyn, tak długo dzień w dzień dokarmiać :D Ten z książki ma już 5 dni, więc najwyższa pora coś z niego upiec. Tak na marginesie, to zawsze w telewizji mówili, że gotowy zakwas pachnie chlebem. Ten nim nie pachniał, nie wiem czy to dobrze, czy źle.

(z lewej strony zdjęcia z książki, z prawej moje)

Chleb na maślance (str. 90). Takie chleby lubię najbardziej, porządny bochen z pięknie wypieczoną skórkę i delikatnym środkiem. Do tego trochę masła lub domowego smalcu ze skwarkami. Oczywiście do jego przygotowania użyłem zakwasu opisanego powyżej. Zakalec nie wyszedł, więc już jest plus, chociaż muszę przyznać, że spód się lekko przypalił. Temperatura i czas pieczenia jak w przepisie. Smak chleba, bo to chyba najważniejsze, jest świetny. Miąższ jest, dzięki żytniej mące, bardziej "łuskowaty". Chodzi mi o posmak łusek zbóż, a to jest bardzo fajne. Zastanawiam się jednak nad jedną rzeczą. Czemu w książkach zawsze mąka na zdjęciach jest tak śnieżnobiała, a u mnie ona zawsze jest ciemna? Jeżeli się dowiem, to na pewno Wam napiszę.

(z lewej strony zdjęcie z książki, z prawej moje)

Tordu z kiełbasą krakowską (str. 142). Z francuskiego tordu oznacza "skręcony", "zakręcony", no i faktycznie, taki drożdżowy zawijaniec wyszedł. Przepis jest banalnie prosty, jedno co należy mieć na uwadze to to, że chleb wyrasta długo. Może nie potrzebuje dni na dojrzewanie, ale w obecnych czasach wszyscy się wszędzie spieszą i 5-6 godzin może wydać się uciążliwe. Najpierw zaczyn musi stać godzinę, potem ciasto rośnie 2-3 godziny, potem jeszcze formowanie i kolejna godzina. Ale chyba na tym polega wypiekanie chleba. Dla niektórych jest to czynność bardzo intymna, a powoli robione pieczywo smakuje najlepiej. Dobra... bez zbędnego patosu, bo nie o tym jest ten blog. Smakowo tordu wyszedł bardzo dobry. Miąższ jest zwarty, nie kruszy się i nie ma w środku dużych dziur od nadmiaru powietrza(nie wiem czy to dobrze czy źle, ale zawsze to więcej powierzchni do posmarowania masełkiem). 100 gramów kiełbasy krakowskiej to chyba odrobina za mało, aby była ona wyczuwalna na tym samym poziomie co na przykład chleb z oliwkami. Drobny detal, bo przecież zawsze można zwyczajnie położyć plasterek krakowskiej na kromce. Co mi się podoba, to pyszna skórka, która ma posmak fermentacji drożdży, zaryzykowałbym stwierdzeniem, że smakuje nawet lekko piwem. Pierwszy z dwóch bochenków zniknął w ciągu kilkunastu minut, a to chyba najlepsza możliwa recenzja.
Edit: Po kilku dniach chleb zaczął smakować już bardzo fermentacyjnie.

 (z lewej strony zdjęcie z książki, z prawej moje)

Bułki do hamburgerów (str. 172). Raz jest tak, że kupujesz książkę, żeby znaleźć w niej konkretny przepis, a czasami tak, że to właśnie ona podsuwa Ci pomysł na obiad. W tym przypadku szukałem jakiejś fajnej receptury na bułki do hamburgerów. Te sklepowe są dziwne i szybko wysychają podczas grillowania. Przepis na te drożdżowe bułki nie jest skomplikowany, chociaż znalazłem w nim pewną nieścisłość. Punkt 2. mówi, aby zagnieść zaczyn ze wszystkimi składnikami, prócz białka z jajka oraz sezamu. Wynika z tego, że należy od razu dodać miękkie masło, ale w punkcie 4. musimy to masło wgnieść w ciasto. Ja masło dodałem dopiero w punkcie 4., bo zawsze czytam przepis przed jego rozpoczęciem(takie przypomnienie). Po upieczeniu bułki nie wyrosły bardzo duże, identycznie jak na zdjęciu w książce. Smakowo są bardzo dobre, tak powinna smakować prawdziwa bułka drożdżowa, trochę słodka, trochę kwaśna. Spód jest nieco za twardy, chociaż góra i środek wypiekły się idealnie.
Tak na marginesie, nie mogłem w ogóle znaleźć sezamy w sklepach na moim osiedlu. Już byłem gotowy, żeby zdrapywać sezam z paluszków, ale na szczęście znalazłem go w nocnym sklepie :D

 (z lewej strony zdjęcie z książki, z prawej moje)

Jedyną rzeczą, która mi się w tej książce nie podoba to wielka na całą stronę(na szczęście ostatnią) reklama robota planetarnego. Nie mam nic do lokowania produktów, zwłaszcza jeżeli chodzi o kuchnię. Ale czy faktycznie trzeba dawać reklamę, jeżeli w książce na 7 zdjęciach(na 3 różnych stronach) umieszczony jest ten sam robot? Zwłaszcza, że pierwsze zdjęcie jest zaraz po spisie treści. Sponsorzy robią się chyba coraz bardziej zaborczy :D


No cóż, na koniec wypadałoby napisać jakieś podsumowanie. Nie będę się zbytnio rozpisywać, napiszę tylko nawiązując do słów Pana Maćka Nowaka, które widnieją na okładce książki; "W świecie opętanym antyglutenową zarazą ta książka ma moc wywrotową." Po prostu KOCHAM GLUTEN! Ludzie jedzą go od tysięcy lat i odstawianie go tylko ze względów modowych jest idiotyzmem. Chleby jadali nasi dziadowie, pradziadowie i prapradziadowie. Po co z nich rezygnować?

Książka "Chleb. Domowa piekarnia" Piotra Kucharskiego z pewnością przekona Was, że nie warto rezygnować z chleba naszego powszedniego. Lećcie do księgarni i kupujcie, bo warto! ;)


tytuł: Chleb. Domowa piekarnia
autor: Piotr Kucharski
wydawnictwo: Wydawnictwo Pascal
rok wydania: 2014
ocena: 9/10

Pozdrawiam i życzę smacznej lektury :D
Kacper T. ;)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz